Velo Dunajec

Data: 17-19.09.2026

VeloPlanner

Dzień 0

Tym razem połączyliśmy dwie aktywności, które wydawałoby się są trudne do połączenia: zasiadkę karpiową i wyprawę rowerową 😊.  W sumie okazało się jednak nie aż tak trudne.

Wreszcie przyszedł czas, żeby zrealizować długo odkładaną trasę Velo Dunajec. Do tej pory nie było nam po drodze w tych rejonach, no i dodatkowo trasa nie jest pętlą, co zawsze nieco komplikuje logistykę. Tym razem mieliśmy do zagospodarowania tydzień, co było wystarczające zarówno na kilka dni na zasiadkę karpiową, jak i kilka dni na przejechanie trasy.

Pierwsze dni spędziliśmy na łowisku Fishzone w okolicach Tarnowa. Byliśmy tam pierwszy raz. Miejsce okazało się bardzo fajne i co najważniejsze, ryby i pogoda dopisały. Bardzo pomocny okazał się również właściciel, który bez problemu pozwolił nam zostawić na terenie łowiska samochód z całym naszym ekwipunkiem biwakowo-wędkarskim na czas naszej wyprawy rowerowej.

Dzień 1

Wyprawę rowerową rozpoczęliśmy we czwartek z samego rana. Udało nam się zarezerwować chyba ostatnie miejsca na poranny pociąg z Tarnowa do Zakopanego (z przesiadką w Krakowie), bo jak zwykle największym problemem była ograniczona liczba miejsc na rowery. Pomimo ulewy, która dopadła nas z samego rana zdążyliśmy zarówno na pociąg do Krakowa, jak i przesiadkę do Zakopanego. O 13.00 byliśmy na miejscu i od razu ruszyliśmy na szlak.

Pierwszy odcinek Velo Dunajec prowadzi z Zakopanego do nowego Targu drogami lokalnymi. Po drodze przejeżdża się przez miejscowości razem z ruchem samochodowym i co jakiś czas trzeba przeskakiwać na drugą stronę ruchliwej „zakopianki”. Na tym odcinku nie ma nic ciekawego: ani gór, ani Dunajca, ani drogi rowerowej. Według nas strata czasu na ten fragment i właściwie nie wiemy, dlaczego ten odcinek należy do szlaku Velo Dunajec… Następnym razem zaczniemy od razu w Nowym Targu. Ale cóż. Pierwszy raz trzeba go zaliczyć i samemu przekonać, jak to wygląda.

A za Nowym Targiem zaczyna się inny świat rowerowy. Świetnie przygotowana trasa, nowoczesne MOR-y z toaletami, super oznakowanie szlaku, podhalańskie plenery, no i wreszcie sam Dunajec – czyli dokładnie to, czego oczekiwaliśmy po tej trasie. 

Pierwszego dnia wystartowaliśmy dość późno, ale udało nam się dojechać nad Czorsztyn pomimo tego, że dni są już coraz krótsze. Na nocleg zatrzymaliśmy się u bardzo miłej pani na kwaterach w Falsztynie.

Dzień 2

Co to był za dzień! Wrażenia z tego dnia przerosły wszystkie nasze oczekiwania i przez pierwsze kilkanaście kilometrów chyba więcej zatrzymywaliśmy się na podziwianie widoków i robienie zdjęć, niż jechaliśmy. Rano zaczęliśmy od trasy wzdłuż Zalewu Czorsztyńskiego, gdzie Velo Dunajec pokrywa się z Velo Czorsztyn. Dodatkowo rozpogodziło się i zrobił się prawdziwie letni, słoneczny dzień, więc panorama na góry i zalew była wspaniała. A potem było jeszcze ładniej.

Najpierw zamek i tama w Niedzicy, a potem Pieniński Park Narodowy. Trasa w parku wiedzie przy samym Dunajcu, po którym swoimi łodziami spływają flisacy oraz organizowane są spływy pontonami. Po stronie słowackiej szlak wije się pomiędzy pionowymi szczytami wyrastającymi niemal prosto z wody. Wrażenia są niesamowite. Odcinek tego dnia zaliczamy do jednego z najlepszych, jakimi kiedykolwiek jechaliśmy. Nie wiemy jak jest tam latem, w szczycie sezonu, jednak w połowie września nie było tłoku i spokojnie dało się jechać czy zatrzymać na zrobienie zdjęć. Trasa zdecydowanie do powtórzenia w innej porze roku, łatwa, bez przewyższeń i bez ruchu samochodowego. Jednym słowem – idealna.

Dzień zakończyliśmy w Nowym Sączu, gdzie bez problemu znaleźliśmy apartament (my spaliśmy tutaj: https://maps.app.goo.gl/xiwqdKHpgTrpkL96A, ale uwaga, klucze do odbioru w innej części miasta na stacji benzynowej).

Dzień 3

Po szybkim zwiedzeniu centrum Nowego Sącza wyruszyliśmy w dalszą trasę. Po przejechaniu kilku kilometrów wydzielona droga rowerowa się kończy i prowadzi wzdłuż dróg lokalnych. Tutaj są dwie opcje: albo trzymanie się szlaku i kontynuacja dokoła Jeziora Rożnowskiego (wersja dłuższa) lub trasa na skróty, jednak przez góry. My trzymaliśmy się śladu GPX z VeloPlannera i pojechaliśmy przez góry. No i tu trzeba przyznać – nie było już tak różowo, jak w dniu poprzednim. Jest tam kilka naprawdę długich i ciężkich podjazdów, które dają w kość.

Po zjechaniu z gór (również piękne widoki), szlak prowadzi wyasfaltowanymi wałami wzdłuż Dunajca aż do samego Tarnowa, więc kilometry znikają nawet nie wiadomo kiedy. Trasę skończyliśmy przed zaplanowanym czasem. Zajęło nam to dwa i pół dnia – jednak bez pośpiechu, z przerwami na obiad, zdjęcia czy też odpoczynki w górach.

Trasa zdecydowanie warta polecenia, pomijając oczywiście pierwszy odcinek z Zakopanego do Nowego Targu, i mamy nadzieję, że za jakiś czas znowu na nią wrócimy.

Pobierz trasę GPX

Przewijanie do góry