Łańcut – Przemyśl – Zamość

Data: 29.05-06.06.2026

VeloPlanner

Dzień 1

Noc spędziliśmy na kempingu CamperPark w Łańcucie. Świetne miejsce, kameralne, ciche, z dobrym zapleczem i miłą obsługą (86 zł za naszą dwójkę z namiotem i samochodem).

https://maps.app.goo.gl/yZEwdty9D1dAJ6qB8

Po śniadaniu ruszyliśmy w trasę. Po krótkim kibicowaniu uczestnikom triathlonu, który akurat odbywał się w Rzeszowie, ruszyliśmy dalej na południe szlakiem GreenVelo. Trasa stawała się coraz bardziej górzysta i kilka razy musieliśmy pchać rowery. Jednak widoki jakie roztaczały się dookoła nas, zwłaszcza gdy dojechaliśmy wreszcie do Sanu i trasa się wypłaszczyła, w pełni rekompensowały zmęczenie i nawet nie przeszkodził za bardzo deszcz, który złapał nas gdzieś po drodze. 
Na nocleg zatrzymaliśmy się na gminnym polu namiotowym w miejscowości Słonne.

https://maps.app.goo.gl/69A1z6heACsNyMdS7?g_st=ic

Piękne miejsce: rozległa łąka nad samym brzegiem Sanu, z widokiem na okoliczne góry. W budynku po drugiej stronie drogi (mały ruch) znajduje się węzeł sanitarny.

 

Dzień 2

Rano ruszyliśmy dalej niezwykle malowniczą trasą wzdłuż Sanu, który przekraczaliśmy wielokrotnie tego dnia. Po drodze trafiliśmy też na kolejne zawody, tym razem ekstremalny Bieg Harnasia w okolicach Dubiecka oraz mijaliśmy też ostrzeżenia o grasujących niedźwiedziach… Jechało nam się bardzo fajnie aż do Przemyśla, cały czas drogami asfaltowymi o małym natężeniu ruchu. Świetny fragment trasy. W Przemyślu zrobiliśmy sobie przerwę na drugie śniadanie i pojechaliśmy dalej. Niestety droga za Przemyślem jest fatalna. Szlak prowadzi bardzo ruchliwą drogą aż za Bolestraszyce, które ciągną się niemiłosiernie, a tamtejsi kierowcy chyba nie cierpią rowerzystów, bo zajeżdżanie drogi i mijanie na centymetry to tam normalna sprawa. Nigdy więcej. Całe szczęście trasa później się uspokoiła i już całkiem przyjemnie jechaliśmy wzdłuż granicy z Ukrainą. Na nocleg zatrzymaliśmy się w miejscowości Szczeble, gdzie spotkało nas niezwykle serdeczne przyjęcie. Żeby tam dojechać, trzeba minimalnie zboczyć ze szlaku Green Velo. Gdy byliśmy na drodze dojazdowej, z naprzeciwka nadjechał bus, który zatrzymał się przy nas. Byliśmy już zmęczeni, bo tego dnia wyszło nam ok. 100 km, zbliżał się wieczór i nie mieliśmy już ani sił, ani ochoty na dalsze szukanie noclegu. Okazało się jednak, że busem tym jechał opiekun pola biwakowego, p. Adam, który nie dość, że zapytał się czy potrzebujemy nocleg, to jeszcze zaprosił nas na pole biwakowe, oprowadził nas po nim i opowiedział jego historię. Pole biwakowe w Szczeblach leży w bardzo spokojnym miejscu na obrzeżach osady, a wszystko co się na nim znajduje zostało wybudowane przez mieszkańców i jest dzisiaj przez nich utrzymywane. Rozbiliśmy się wewnątrz dużej wiaty, gdzie było ciepło, sucho i mieliśmy dostęp do prądu. Na miejscu jest też toaleta i woda bieżąca. A wszystko to za wpis do książki pamiątkowej i dobrowolne wsparcie świnki-skarbonki, która pomaga mieszkańcom w utrzymaniu tego świetnego miejsca.

https://maps.app.goo.gl/QyVuLpU42oDeCE8c8?g_st=ic

Dzień 3

Po śniadaniu ruszyliśmy w trasę. Początkowo trasa wiedzie przy samej granicy z Ukrainą, po czym odbija na północ przez Południoworoztoczański Park Krajobrazowy. Po prostu pięknie, nic tylko delektować się jazdą i widokami. Tego dnia również wyszło nam ponad 100 km. Na nocleg zatrzymaliśmy się na kempingu RoztoczeCamp, najcichsze i najspokojniejsze miejsce, na którym spaliśmy na tej wyprawie. Na miejscu zaplecze sanitarne, 80 zł za naszą dwójkę i uwaga: dużo gryzących małych meszek, konieczny jakiś odstraszacz (my przenieśliśmy się też z namiotem z dala od drzew, co też pomogło).

https://maps.app.goo.gl/9ZJtjUpJhvZNiJfu9?g_st=ic

Dzień 4

Do tej pory przejechaliśmy więcej niż mieliśmy w planach, więc tego dnia do Zamościa zostało nam ok 40 km. Także spokojnie przejechaliśmy przez Roztoczański Park Narodowy, odwiedziliśmy hodowlę konika polskiego we Floriance, spróbowaliśmy piwa z browaru w Zwierzyńcu i dojechaliśmy do Zamościa. Tu postanowiliśmy zrobić sobie dzień przerwy i zatrzymaliśmy się na dwie noce w apartamencie, żeby odpocząć po kilku intensywnych dniach i nabrać sił do dalszej podróży (mieszkanie na parterze, także łatwo z rowerami, https://www.booking.com/Share-KTVmzji).

 

Dzień 5

Błogie lenistwo i spacery kameralnymi uliczkami Zamościa (dobra wątróbka w restauracji Figa z makiem, ale jeszcze lepsze szaszłyki w restauracji ormiańskiej 😉 

Dzień 6

Znowu w trasie. Tego dnia wyszło nam ponownie ok. 100 km, a na noc zatrzymaliśmy się na polu namiotowym w Ożannie (60 zł za naszą dwójkę). 

https://maps.app.goo.gl/tTzeXQxZ2CZx5WFs8

 

Dzień 7 

Dojazd do Łańcuta i domknięcie pętli. Po drodze zwiedziliśmy bazylikę i grób cadyka w Leżajsku.

 

Całą naszą trasę oceniamy bardzo pozytywnie, chociaż nie należy do łatwych. To było niezwykle różnorodne 500 km poprzez piękne krajobrazy, czasem ciężkie wzniesienia, ale w zdecydowanej większości po drogach asfaltowych z małym natężeniem ruchu (z wyjątkiem odcinka za Przemyślem), z gościnnymi ludźmi i ciekawą historią. 

Po zakończeniu właściwej trasy postanowiliśmy jeszcze zostać na Roztoczu na weekend i na kolejne dwa noclegi przenieśliśmy się już z samochodem na pole namiotowe w Majdanie Sopockim (65 zł za naszą dwójkę z samochodem).

https://maps.app.goo.gl/b9jHypkq58d59q2QA

Dzień 8

Tego dnia zrobiliśmy wycieczkę rowerową po okolicy zwiedzając wieże widokowe w Suścu (tu głównie widok na dwa maszty sieci komórkowej i baner reklamowy), w Krasnobrodzie (fajne miejsce, warte wysiłku przejechania przez mocne wzniesienie i powrót przez leśną, dłużącą się i bardzo piaszczystą drogę) i w Józefowie (baszta nad malowniczym kamieniołomem, obowiązują godziny otwarcia, my przyjechaliśmy już po zamknięciu). Pod wieczór udało nam się jeszcze dotrzeć na finał Rajdu Koguta, który miał miejsce na terenie lotniska w Zamościu (start w Oławie i w Jelczu-Laskowicach).

 

Dzień 9

Powrót do domu przez Kazimierz Dolny. Niestety miejsce to, chociaż urokliwe, to w niedzielę długiego weekendu było niezwykle zatłoczone i męczące. Stragany z chińszczyzną, bryczki i Melexy z turystami i niemal obijanie się o przechodniów, to nie to, czego spodziewaliśmy się po Kazimierzu :(.

Pobierz trasę GPX

VeloPlanner

Przewijanie do góry