Data: 13-17.08.2025

Pobierz trasę GPX
Dzień 1
Samochód zostawiliśmy na parkingu Marina LOK Dąbie (50 zł za 5 dni/4 noce, w tym weekend – super miejsce, bezpieczne i przy szlaku rowerowym).
https://maps.app.goo.gl/it8yRsh8ET85A75B6
Przyjechaliśmy na miejsce rano, więc mieliśmy cały dzień przed sobą. Zdecydowaliśmy się na kierunek zgodny ze wskazówkami zegara i zaczęliśmy o Szczecina, a następnie zgodnie ze szlakiem, ruszyliśmy w kierunku Polic i Trzebieży. Te kilkadziesiąt kilometrów pomiędzy Szczecinem a Trzebieżą to chyba jeden z najnudniejszych i najsłabszych odcinków, jakie kiedykolwiek przejechaliśmy. Głośna, bo trasa wiedzie wzdłuż ruchliwej drogi i nudna, ale niestety trzeba ją przejechać. Całe szczęście przy Zalewie Szczecińskim zrobiło się już przyjemniej i można powiedzieć, że odpoczywaliśmy podczas jazdy. Zaglądaliśmy do mijanych po drodze miejscowości, po czym przekroczyliśmy rowerową granicę z Niemcami. Co ciekawe, nawet na tak niszowym przejściu granicznym w lesie, gdzie nie ma nawet drogi, nasza służba graniczna miała rozbity duży wojskowy namiot i miała tam posterunek. Nie byliśmy kontrolowani, tylko sobie machnęliśmy pozdrowienia, ale na żywo zobaczyliśmy, że temat ochrony granic przed nielegalnymi imigrantami brany jest na poważnie.
Na nocleg zatrzymaliśmy się na kempingu w Bellin i tego dnia wyszło nam ok 90 km. Kemping ten to bardzo spokojne i kameralne miejsce, z przyjaznym właścicielem. Cenowo wyszło za naszą dwójkę standardowo w Niemczech, ok. 25 EUR. Nie ma na miejscu sklepu ani restauracji, zapasy trzeba zrobić wcześniej po drodze.
Dzień 2
Piękny dzień – piękne tereny, mało cywilizacji, naprawdę można nasycić się widokami i samą jazdą.
Nocleg planowaliśmy pierwotnie w miejscowości Wolgast, ale bez wcześniejszej rezerwacji nie przyjęto nas tam. Kobieta powiedziała, że kamping jest pełny i ograniczają ją przepisy odnośnie sanitariatów. Pojechaliśmy więc dalej, wybraliśmy kolejny kemping na trasie: Ostseeblick w Zinnowitz na morzem. Gdy dojechaliśmy na miejsce robiło się już późno, byliśmy zmęczeni, bo przejechaliśmy 98 km i nie uśmiechało nam się szukanie kolejnego kempingu albo jakiegoś miejsca do spania na dziko. Ale całe szczęście nie mieliśmy problemów i zostaliśmy tam na noc. Kemping okazał się dużym i dobrze zorganizowanym ośrodkiem z pełną infrastrukturą (sanitariaty, kuchnie, restauracja) i fajną plażą. Cenowo standardowo, ok. 25 EUR, dużo ludzi, ale spokojnie.
Ostseebad Trassenheide – Campingplatz Ostseeblick Trassenheide
Dzień 3
Po dwóch intensywnych dniach przyszedł czas na lenistwo. Zwinęliśmy rano namiot, spakowaliśmy sakwy, zapięliśmy na kempingu rowery, a sami poszliśmy na plażę. Po południu ruszyliśmy na krótką przejażdżkę wzdłuż morza na kolejny kemping „Am Strand”.
Trochę nietypowe miejsce, bo bardzo rozciągnięte wzdłuż morza. Wg mapy pojechaliśmy na kemping, ale na miejscu okazało się, że tak – to jest ten kemping, ale recepcja jest kilka kilometrów wcześniej i musieliśmy się wracać.
https://maps.app.goo.gl/dn6rCEE17uvcpHYa6
Po załatwieniu formalności (cena standardowa ok 25 EUR) wróciliśmy i już normalnie się rozbiliśmy. Pole usytuowane jest z jednej strony drogi (mało ruchliwa), na miejscu aneks kuchenny i węzeł sanitarny z wejściem na kartę magnetyczną, którą dostaliśmy na recepcji. Plaża jest zaraz na przeciwko pola kempingowego po drugiej stronie ulicy. Całkiem spokojne miejsce, na miejscu nie ma sklepu, za to w pobliżu była restauracja, a przy niej automat z przegryzkami i napojami i, co ciekawe, z piwem. Widać w Niemczech nie ma potrzeby, żeby był sklep, ważne, żeby było piwo, choćby z automatu ;).
Dzień 4
Następnego dnia ruszyliśmy już dalszą trasę. Tego dnia wykręciliśmy również sporo kilometrów, bo 92, ale musimy przyznać, że trasa była bardzo ciekawa i różnorodna. Na początku jechaliśmy przez niemieckie miejscowości nadmorskie, które maja zupełnie inny charakter niż nasze. Są bardzo zadbane i eleganckie, ale jakieś takie ciche i emeryckie. W Świnoujściu wiadomo: początek polskiej części trasy R10 i prom, a potem zaskakująco dla nas górzysty Woliński Park Narodowy. A potem już płaskie szutry często przy samym brzegu z panoramą na cały Zalew, super!
Spaliśmy na kempingu Gruba Ryba w Stepnicy (kameralnie, małe pole namiotowe (problemem jest jedna łazienka na całe pole) plus kilka domków, 60 zł). Zaraz obok, w pierwszej linii od wody, jest również duży teren należący do mariny w Przystani Jachtowej, z widokiem na jezioro, na którym stały kampery i też można rozbić namiot.
Dzień 5
Ostatni dzień, ale również przejechaliśmy ładny kawałek drogi i również bardzo przyjemna trasa, tym razem wokół jeziora Dąbie.
Trasa Wokół Zalewu Szczecińskiego bardzo nam się podobała i fajnie, że wydłużyliśmy ją sobie o część wzdłuż niemieckiej części Bałtyku. Mieliśmy lasy, pola, rozlewiska, rzeki, miasteczka, morze, górki, asfalty, szutry i fajna pogodę, czyli wszystko to, co wg nas powinna zawierać udana wyprawa rowerowa (włącznie z nudnymi odcinkami, które przecież zawsze gdzieś występują 😉 ).
Co było dobre, co trudne.
Nocleg i jedzenie.
Wskazówki dla innych

















































































