Alpe Adra + Jezioro Bled

Data: 19-27.06.2025

VeloPlanner

Samochód zostawiliśmy na parkingu w Salzburgu Sud. 6 EUR za dobę, dużo miejsca, dobry dojazd i przy samej trasie rowerowej.

https://maps.app.goo.gl/kX36GfCMYxzwiNV38

Dzień 1 

Trasa w pierwszym dniu łatwa i bardzo malownicza. Dojechaliśmy na miejsce rano, więc mieliśmy przed sobą cały dzień i nie musieliśmy się spieszyć.

Noc spędziliśmy na bardzo przyjemnym kempingu w Sankt Veit am Pongau Sun Terraces.  Kemping położony jest na wzgórzu i trzeba pokonać ostry podjazd, a w pobliżu nie ma sklepów. Na miejscu jest jednak restauracja z dobrą pizzą, piwo, a w recepcji zamawialiśmy świeże pieczywo na rano. Za naszą dwójkę z namiotem zapłaciliśmy 25 EUR.

Linia: ‪Sonnenterrassen Camping St. Veit‬ (‪25544608‬) | OpenStreetMap

Camping St. Veit – Sonnenterrassen Camping St. Veit

 

 

Dzień 2

Początkowo mieliśmy w planach dojazd do Bockstein i przejazd pociągiem przez tunel do Mallnitz, ale nie sprawdziliśmy wcześniej informacji i okazało się, że trafiliśmy na remont i tunel był zamknięty. Od ludzi na trasie dowiedzieliśmy się, że funkcjonuje jakaś szczątkowa komunikacja zastępcza, ale trzeba było rezerwować miejsca w busach z wyprzedzeniem, a i tak Austriacy poskąpili jakichkolwiek informacji.  W połowie drogi do Bockstein spotkaliśmy też podróżującą parę z Niemiec, która znalazła się w podobnej sytuacji i zaczęliśmy się wspólnie naradzać jak ominąć tę nieszczęsną górę. Okazało się, że język niemiecki był ogromną przewagą. Podzwonili, posprawdzali różne strony internetowe, po czym postanowiliśmy, że wracamy do Bischofshofen, bo tam powinny być autobusy do Spittal an der Drau. I rzeczywiście, po dotarciu na miejsce okazało się, że autobusy takie kursują, ale tu poczuliśmy się bardziej jak w Azji a nie w Austrii, bo nikt nic nie wiedział, nie było żadnych rozkładów, a bilety można było kupić tylko poprzez jakąś stronę internetową i tu bardzo nam pomogła spotkana para z Niemiec. Po pół godzinie oczekiwania przyjechały na raz dwa autobusy, dojechało również kilku rowerzystów z Włoch, którzy utknęli na samej górze w Bockstein, ale po spędzonej tam nocy również postanowili szukać jakiegoś innego sposobu na przedostanie się na drugą stronę tunelu, bo okazało się, najbliższy wolny transport mieli mieć za dwa dni… Koniec końców wszyscy się zapakowaliśmy i po półtorej godzinie byliśmy w Spittal z powrotem na trasie Alpe Adria, ale Austriacy nie popisali się i organizacyjnie polegli całkowicie.

Ze Spittal pojechaliśmy do Villach i tam spaliśmy na kempingu Seehof (restauracja, nad jeziorkiem, ok 25 EUR).  

Linia: ‪Camping Seehof‬ (‪57710039‬) | OpenStreetMap

 

Dzień 3

Kolejny dzień to niecodzienne przeżycie, bo przekraczaliśmy dwie granice: włoską i słoweńską. Świetny odcinek i piękne widoki.

Nocleg spędziliśmy na kempingu Spik (restauracja, sklep) z pięknym widokiem na Triglav, najwyższy szczyt Słowenii i Alp Julijskich, 2.864 m npm. Miejsce ładne, ale drogie, 50 EUR/noc.  

Linia: ‪Kamp Špik‬ (‪501369469‬) | OpenStreetMap

Kamp Špik | Gozd Martuljek | Kranjska Gora | Slovenija

 

Dzień 4

Dzień 4 poświęciliśmy na odpoczynek i zwiedzanie okolicy. Okazało się, że z naszym polem kempingowym sąsiaduje duży hotel z kompleksem basenowym i dla gości z kempingu są tam zniżki. Bardzo fajne baseny z panoramicznym widokiem na góry. Poszliśmy też na krótki trekking w okoliczne góry pod wodospad (Martulijski Slapovi) i przejechaliśmy się na wycieczkę do miejscowości Jasna. Generalnie relaks i regeneracja po kilku intensywnych dniach. 

Dzień 5

Dzień 5 poświęciliśmy na dojazd nad jezioro Bled i spokojne jego objechanie. Chcieliśmy nacieszyć się pięknymi widokami i poczuć okoliczny klimat. I była to dobra decyzja. Sam dojazd trochę ciężki, bo oprócz tego, że nadeszła fala upałów i zrobiło się bardzo gorąco, to po drodze jest sporo podjazdów, które dla nas były za ciężkie i musieliśmy kilkukrotnie pchać rowery pod górę ;). Ale co tam, było warto. Jezioro da się spokojnie objechać dookoła, miejscami tłoczno, bo to przecież kurorty, ale bez tragedii. Sklepy, lody, miejsca na pamiątkowe zdjęcia – wiadomo, wszystko jest. 

Na powrót wybraliśmy nieco inną trasę, żeby nie jechać po śladach, ale momentami też nie było lekko. Upał, góry plus ciężkie rowery z sakwami to wyzwanie, ale piękne widoki, dużo wody i częste odpoczynki i daliśmy radę. 

Na nocleg wybraliśmy Camping Kamne w Dovije. Spokojny, bardzo fajnie położony, ok. 25 EUR za naszą dwójkę, ale nie ma sklepu w pobliżu, zakupy trzeba zrobić wcześniej.

Węzeł: ‪Camping Kamne‬ (‪1739257774‬) | OpenStreetMap

Kamp Kamne, Mojstrana – Dovje, Slovenija – Camping Kamne Dovje – Mojstrana

 

Dzień 6

Co to był za dzień! Pierwsza nasza „setka” na wyjeździe, z czego blisko 60 km to jazda praktycznie jednym ciągiem z górki :). Po przejechaniu przez Tarvisio rozpoczyna się chyba najpiękniejsza część całej trasy Alpe-Adria, która wiedzie przez kilkanaście tuneli, z których wiele ma po kilkaset metrów długości, wije się pomiędzy górami, a gdzieś niedaleko widać linię kolejową i autostradę. Coś niesamowitego. Urzekła nas ta trasa, a jej stan jest idealny: dwupasmowa rowerowa asfaltówka. Z uwag ogólnych, to mamy takie wrażenie, że jeżeli ktoś planowałby trasę Alpe-Adria z rodziną, na większym luzie albo miałby mniej czasu, to zdecydowanie polecalibyśmy ten włoski odcinek z pominięciem części austriackiej, która jest nieco mniej urokliwa i trudniejsza ze względu na podjazdy.  

Nocleg spędziliśmy na kempingu Ai Pioppi w Gemonie (25 EUR, bar). 

Linia: ‪Camping Ai Pioppi‬ (‪304348227‬) | OpenStreetMap 

Dzień 7

Kolejny długi dzień, wyszło nam ponad 90 km, ale już w zupełnie innej scenerii. Góry zostały za nami, a trasa wiedzie przez pola i urokliwe włoskie miasteczka. No i ten upał… Całe szczęście przy trasie jest wiele kranów i pomp głębinowych z zimną wodą, które są ogólnie dostępne i ratowały nam życie. Nasz wielki finał, czyli powitanie z Adriatykiem, zostawiliśmy sobie na dzień kolejny, ponieważ chcieliśmy odpocząć i pozwiedzać Grado i okolicę „na świeżo” i bez bagaży. Zatrzymaliśmy się w sumie na dwie noce w antycznej miejscowości Aquileia. Początkowo planowaliśmy spędzić tam tylko jedną noc, ale kemping okazał się bardzo fajny (z basenem ;)) i zostaliśmy na nim dwie noce.  Cena standardowa, ok, 25 EUR za naszą dwójkę. W pobliżu jest kilka restauracji i pizzerii, ale zapasy lepiej jest zrobić z wyprzedzeniem, bo pobliski sklep był otwarty w przedziwnych dla nas godzinach (chyba częściej był zamknięty niż otwarty ;)).

Linia: ‪Akwileja‬ (‪89978215‬) | OpenStreetMap

Home – Camping Aquileia

 



Dzień 8

Dzień 8 to ostateczny finał, czyli dojazd nad morze, zwiedzanie Grado, Akwilei, lody, pizza i wycieczka po okolicy. 

W nocy mieliśmy jedyny deszcz podczas całej wyprawy, ale za to jaki. Przeszła nad nami potężna burza, gdzieś na kempingu nawet pospadały grube konary z drzew, my przetrwaliśmy, namiot wytrzymał, ale nocka nieprzespana ;).

Dzień 9

Ostatni dzień wyprawy. Pakowanie i trasa do Udine, bo stamtąd mieliśmy wieczorny Flixbus do Salzburga. Co ciekawe, na miejscu okazało się, że to jeden z pierwszych uruchomionych dalekobieżnych Flixbusów na trasie Wenecja – Warszawa, który jechał nie tylko przez Salzburg, ale również w dalszej kolejności przez… Wrocław, czyli dokładnie naszą trasą. No, ale my zostawiliśmy auto w Salzburgu i musieliśmy się przesiąść i tu spotkała nas kolejna niespodzianka, bo dokładnie na tym samym parkingu gdzie mieliśmy samochód, Flixbus miał swój przystanek.  

Nasza wyprawa była bardzo udana i trasę Alpe-Adria będziemy polecali wszystkim: piękne i bardzo różnorodne miejsca, bezpiecznie i bardzo „rowerowo” na całej trasie (może oprócz jednego miejsca w Austrii, gdzie trasa rowerowa znika i trzeba kawałek przejechać wzdłuż bardzo ruchliwej trasy). No i Słowenia, bardziej wymagająca, ale również przepiękna. 

…jeszcze tam wrócimy 🙂

 

Pobierz trasę GPX

Przewijanie do góry